Facebook Instagram YouTube Wydawnictwo Dehon

Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego

Prowincja Polska

  • Home
  • Cel projektu
  • O nas
  • Założyciel
  • Prawa autorskie i udostępnianie
  • Kontakt

Wyszukaj

Anuluj
  1. Strona główna
  2. Ksiądz Ubaldo Marchioni. Dobry pasterz z Monte Sole
s. Giuseppina Pioli

Ksiądz Ubaldo Marchioni. Dobry pasterz z Monte Sole

wrz 6, 2026

Źródło: G. Pioli, Don Ubaldo Marchioni. Il buon pastore di Monte Sole, "Vivere Sacro Cuore" 5 (2026), s. 14-16.

Pozwolenie na przedruk i tłumaczenie z dnia 4 września 2026 r. 

Tłumaczenie: ks. Leszek Poleszak SCJ 


Ksiądz Ubaldo Marchioni. Dobry pasterz z Monte Sole

Ubaldo Marchioni urodził się 19 maja 1918 r. w Vimignano di Grizzana Morandi u podnóża Montovolo, a zginął 29 września 1944 r. w Santa Maria Assunta di Casaglia na grzbiecie Monte Sole: miał 26 lat, był księdzem zaledwie od 2 lat, a od kilku miesięcy pełnił funkcję proboszcza w San Martino di Caprara. Wstąpił do seminarium w 1929 roku w wieku 11 lat, a po 13 latach formacji przyjął święcenia kapłańskie 28 czerwca 1942 roku. Podobnie jak ksiądz Giovanni Fornasini i ksiądz Ferdinando Casagrande, inni proboszczowie zamordowani na Monte Sole podczas nazistowsko-faszystowskich masakr w 1944 roku, spędził większość życia, przygotowując się do oddania życia Panu i bliźnim: byli to pasterze, którzy nie opuścili swojej owczarni, gdy zbliżał się wilk, lecz dzielili z nią los aż do końca i w tej wspólnocie życia dawali świadectwo Bogu, który milczy i cierpi we wszystkich pokonanych i cierpiących w historii.

Republika głupców: braterska wspólnota kapłańska

Ksiądz Luciano Gherardi, współcelebrans Marchioniego i Fornasiniego, w książce Le querce di Monte Sole [Dęby Monte Sole] pozwala nam zajrzeć do codziennego życia wspólnot między Setta a Reno przed masakrą z 1944 roku, a także do życia duszpasterzy, które poprzedzało i przygotowało ich ofiarę w solidarności z własnym ludem.

Opowiada, że w Wielkanoc 1942 roku założyli „republikę głupców”: biednych, którzy w oczach świata byli głupcami, ponieważ wierzyli, że w epoce nienawiści i przemocy mogą zmienić bieg wydarzeń za pomocą Ewangelii. Statut brzmiał: „Jesteśmy naśladowcami Tego, którego ślepy świat nazwał największym głupcem w historii, Jezusa Chrystusa...”; motto: „Pod prąd”; program życia kapłańskiego i braterskiej współpracy: „Każdego dnia przeżywać pierwszą mszę. Wszystko, co jest odebrane miłości Chrystusa, jest odebrane życiu”. Emblematem rocznika był Psalm 15: „Chroń mnie, Boże, w Tobie szukam schronienia”. Dla „rocznika 1942” ideały te, po ukończeniu seminarium, przełożyły się na sieć braterstwa zorganizowaną w różne „promienie”. Ksiądz Ubaldo i ksiądz Giovanni należeli do „promienia Sperticano [nazwa miejscowości]”, który funkcjonował do samego końca: 10 września Fornasini powierzył swojej szwagierce Corinie zadanie dostarczenia księdzu Ubaldo jego testamentu, a zmarł 13 października, w drodze ze Sperticano do San Martino, gdzie udał się, aby sprawdzić, co stało się z jego współbratem z „promienia” i ludźmi, którzy byli z nim.

I właśnie dzięki braterskiej więzi, która zrodziła się w seminarium, nauczyli się być blisko społeczności, do których zostali wysłani, w prawdziwej wspólnocie życia ze wszystkimi.

Od seminarium do Monte Sole: braterska wspólnota ze wszystkimi

Miesiące posługi duszpasterskiej księdza Ubaldo w S. Martino i Casaglia były trudne – wojna dotarła do ich domów, nastąpiły bombardowania amerykańskie i represje ze strony wojsk niemieckich. Od jesieni 1943 roku zaczęli się gromadzić młodzi ludzie, którzy utworzyli brygadę partyzancką – Czerwoną Gwiazdę – przede wszystkim po to, by uniknąć powrotu na front. Pomysł zrodził się w parafii i plebanii w Vado, a byli to głównie młodzi ludzie, których ksiądz Ubaldo widział, jak dorastali w parafii San Nicolò della Gugliara, gdzie pełnił swoją pierwszą posługę jako proboszcz: partyzanci również byli jego dziećmi, a ojciec kocha wszystkie swoje dzieci.

We wrześniu 1944 roku niebezpieczeństwo zbliżało się coraz bardziej: plebania w San Martino stała się schronieniem dla wielu wysiedleńców, ksiądz Ubaldo często spotykał się z księdzem Giovannim i zjeżdżał do Bolonii, by porozmawiać z biskupem Nasallim Roccą oraz ze swoim wujem, franciszkaninem ojcem Mauro:

– „Wuju, sprawy mają się dla mnie źle; partyzanci z jednej strony, Niemcy z drugiej: nie mogę się już z tego wyplątać.

– Don Ubaldo, dlaczego nie powiedziałeś tego kardynałowi?

– Rozmawiałem z nim: kazał mi wyjechać; dołączyć do innych wysiedlonych proboszczów.

– A co mu odpowiedziałeś?

– A co miałem mu powiedzieć? Powiedziałem, że nie mogę stąd odejść; jeśli moi wierni tu zostają, to ja muszę zostać z nimi. Dopiero co objąłem tę parafię.

– Ale oni cię zabiją!

– Wiem: tak to się skończy, ale nie mogę się stąd ruszyć”.

Męczennictwo w Monte Sole: braterska jedność w poświęceniu wraz ze swoim ludem

Ksiądz Ubaldo jest nieugięty w swoim postanowieniu, by pozostać pasterzem pośród powierzonego mu ludu, świadomy zagrożeń, gotowy dzielić z nim losy na dobre i na złe aż do samego końca, mimo że miał możliwość ratowania się.

Również rankiem 29 września, kiedy żołnierze nazistowskiej armii zaczęli otaczać obszar Monte Sole, a po pierwszych starciach w okolicach San Martino, ksiądz Ubaldo nie zrezygnował z planu udania się do Cerpiano do dzieci z przedszkola, aby odprawić mszę w oratorium Aniołów Stróżów z okazji święta św. Michała. Ojciec Augusto na próżno próbował go zatrzymać, ale po wzruszającej modlitwie w kościele, podczas której ksiądz Ubaldo, świadomy niebezpieczeństwa, zachęcił rodzinę i wysiedleńców, by przygotowali się, przyjmując święte sakramenty, wyruszył w kierunku Casaglii: „Módlcie się. Niech się stanie wola Boża!”.

Po drodze napotyka w Casaglii niewielki tłum kobiet, dzieci i osób starszych: „Coś w rodzaju exodusu: było nas około sześćdziesięciu, kiedy dotarliśmy na plac przed kościołem w Casaglia. Stamtąd widzieliśmy zbliżających się Niemców; byliśmy zdezorientowani i przerażeni. Przyjechał proboszcz na rowerze. Pokazaliśmy mu, co się dzieje, i błagaliśmy go, by został. On jednak odpowiedział, że musi jechać odprawić mszę do Cerpiano. W desperacji rzuciliśmy się do niego, mówiąc: „Nie opuszczaj nas...”.

W międzyczasie przybyły kolejne rodziny z Cerpiano i Caprara. Ksiądz Ubaldo starał się nas uspokoić, mówiąc: „Nie musicie się bać, nie ponosicie winy, zrozumieją, że jesteście niewinni. Trzymajmy się razem i módlmy się do Pana, który nam pomoże. Zaczęliśmy odmawiać różaniec, a ksiądz Ubaldo zgromadził nas, młodszych, blisko siebie na stopniu balustrady, abyśmy zachowali spokój: «Chodźcie tu i bądźcie spokojni, teraz się modlimy» (zeznanie Lucii Sabbioni, 2010).

Kiedy wkroczyli esesmani, ksiądz Ubaldo próbował pośredniczyć, bronić swoich ludzi, używając tej odrobiny niemieckiego, jaką znał, że nie mają oni nic wspólnego z partyzantami, że są bezbronnymi ludźmi i nikomu by nie wyrządzili krzywdy. Jednak esesmani nie wysłuchali żadnej z próśb księdza Ubaldo i nakazali wszystkim wyjść na plac i udać się w kierunku Dizzoli. Po dotarciu do rozdroża inny oddział esesmanów, przybyły z wioski Casetta, zmusił wszystkich do wejścia na cmentarz, podczas gdy ksiądz Ubaldo został odprowadzony przez żołnierzy z powrotem do kościoła.

Na cmentarzu zostali zgromadzeni przy murze obwodowym, z najmłodszymi dziećmi z przodu, i zmasakrowani serią z karabinów maszynowych oraz granatami ręcznymi: zginęło 84 parafian, którzy dzielili ostatnie chwile modlitwy w kościele z księdzem Ubaldo, a wśród nich 38 dzieci; przeżyło jedynie 7 dziewcząt i jeden chłopiec, schowani pod ciałami ofiar.

Ksiądz Ubaldo zostaje zaprowadzony z powrotem do kościoła i już nigdy nie wraca; po południu niektórzy świadkowie widzą jego ciało na schodach ołtarza, pośród płomieni, które ogarnęły kościół. Mężczyźni, którzy ukryli się w lesie, odważnie postanowili pochować zabitych w zbiorowej mogile na cmentarzu w Casaglia, a ksiądz Ubaldo również został pochowany wraz ze swoimi parafianami. W 1961 roku, kiedy zostaną pochowani w Miejscu Pamięci w Marzabotto, ksiądz Ubaldo będzie nadal rozpoznawalny po kołnierzyku kapłańskim – ostatnim znaku obecności pasterza u boku swoich wiernych, zarówno za życia, jak i po śmierci: braterstwo w ofierze, które zjednoczyło pasterza i jego wiernych.

30 września w San Martino zamordowano również matkę Antonietę i siostrę Martę wraz z innymi rodzinami z okolicy. Ocalał ojciec Augusto, porwany w celu przewiezienia zrabowanego inwentarza do Casalecchio.

Siła, aby odrzucić nienawiść

Kiedy w 1967 roku były major Walter Reder, skazany na dożywocie, zwrócił się do burmistrza Marzabotto z prośbą o przebaczenie w nadziei na ułaskawienie przez prezydenta Republiki, zorganizowano referendum wśród ocalałych i krewnych ofiar. Augusto Marchioni był jednym z nielicznych, którzy zagłosowali na „tak”. Oto jak odpowiedział na pytanie swojego wnuka Pietro, jak to się dzieje, że nie nienawidzi tych, którzy zabili jego żonę i dzieci: „Ci żołnierze, którzy przybyli do San Martino, otrzymali rozkaz wojskowy, by nas zabić.

Są różne sposoby zabijania człowieka: zrobili rzeczy, o których nie da się opowiedzieć. Ale zrobili to, bo nas nienawidzili. A ty więc staraj się nikogo nie nienawidzić, bo możesz stać się taki jak oni, a z nienawiścią źle się żyje”.

Puszka z Monte Sole: odnaleziona wśród gruzów kościoła Santa Maria Assunta w Casaglia, podziurawiona kulami podczas nazistowskiej masakry, symbol wiary i męczeństwa wspólnoty chrześcijańskiej

Cenna puszka, droga pokoju

Dopiero w 1980 roku, wraz z ponownym odkryciem miejsc masakry, ze zgliszczy kościoła w Casaglia wyłoniły się ślady męczeństwa proboszcza: w pobliżu ołtarza zgnieciona i przebita kulami puszka – te same kule, które zabiły proboszcza i jego wiernych – oraz stopień ołtarza wciąż poczerniały od ognia, który spalił ciało proboszcza. Ksiądz Ubaldo jako ostatni dotknął tej puszki, opróżnił ją, rozdając Ciało Chrystusa zgromadzonej w kościele wspólnocie, a następnie został zabity przy ołtarzu, podczas gdy wspólnota kobiet, osób starszych i dzieci została wymordowana na pobliskim cmentarzu.

Teraz ta cenna puszka, ze względu na noszone przez nią ślady i świadectwo, jakie strzeże, rozpoczęła pielgrzymkę po diecezji bolońskiej w związku z beatyfikacją, która odbędzie się 27 września. Zostaje nam przekazana z rąk księdza Ubaldo i wszystkich tych, którzy zginęli w tych tragicznych dniach – bezbronnego i łagodnego ludu, który nie stawiał oporu. „Zostaje nam przekazana, abyśmy, patrząc na nią, mogli wejść w komunię z wieloma niewinnymi ludźmi, którzy dziś, w wielu częściach świata, nadal są dotknięci przemocą z powodu wojny, oraz abyśmy wraz z nimi wzywali pokoju”. (Orędzie Wielkanocne dla Kościoła w Bolonii, 2026 r.).

 

Ikona z Monte Sole


Błogosławiony ksiądz Ubaldo Marchioni, męczennik

Ubaldo Marchioni urodził się 19 maja 1918 r. w Vimignano di Grizzana (BO). Po wstąpieniu do seminarium zaprzyjaźnił się z Giovannim Fornasinim (kapłanem-męczennikiem, ogłoszonym błogosławionym w 2021 r.) i poznał tam Luciano Gherardiego, który później stał się wybitną postacią archidiecezji bolońskiej. Święcenia kapłańskie przyjął w Bolonii 28 czerwca 1942 r. Od maja 1944 r. pełnił funkcję proboszcza w San Martino di Caprara oraz w Santa Maria Assunta di Casaglia, położonej na wzgórzach. Ksiądz Ubaldo, mając zaledwie 25/26 lat, nie opuścił swojej owczarni w obliczu nadejścia wilka, wiedząc, że naraża się na wysokie ryzyko śmierci. Zginął 29 września 1944 r. w kościele Santa Maria Assunta w Casaglia, gdzie – udając się na odprawienie Mszy Świętej dla dzieci w Cerpiano – zatrzymał się, aby spożyć konsekrowane hostie, ratując je w ten sposób przed furią nacierających nazistów. Oddzielony od swoich wiernych (którzy z kolei zostali wymordowani w niewielkiej odległości) został zabity u stóp ołtarza kościoła, tuż obok puszki przebitej tymi samymi kulami. Wiele lat później ojciec księdza Ubaldo, Augusto, będzie jednym z nielicznych, którzy opowiedzą się za przebaczeniem Walterowi Rederowi, jednemu z odpowiedzialnych za tę rzeź, zasiewając w ten sposób małą, ale wielką nadzieję na pojednanie, odrodzenie i pokój.   

Dar jego słów:

„Jeśli moi ludzie tu pozostają, muszę pozostać z nimi. [...] – Ale oni cię zabiją! – Wiem, tak się to skończy, ale nie mogę stamtąd odejść.”

„Muszę wypełnić swój obowiązek. Konieczne jest, abym dotarł do Casaglii, by spożyć konsekrowane hostie. Módlcie się. Będzie tak, jak Bóg zechce”.


 

Publikacja jest dostępna tutaj:  https://rivista.sacrocuore-bologna.it/pdf/2026_09_Vivere_5.pdf 

O autorze

s. Giuseppina Pioli

zakonnica z Zgromadzenia Małej Rodziny Zwiastowania Pańskiego.

Fotografia: "Vivere Sacro Cuore" 5 (2026). 

ad-1
ad-2

Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie)
Sercańskie Centrum Duchowości

02-531 Warszawa, ul. Łowicka 46

+48 22 849 43 51

duchowosc@scj.pl

https://duchowosc.scj.pl/

Facebook Instagram YouTube Wydawnictwo Dehon

Zobacz

  • Sercanie w Polsce
  • Sercanie w świecie

Periodyki naukowe SCJ

  • Periodyk naukowy "Sympozjum"
  • DehonDOCS Originals
  • DehonDOCS International
  • Czasopismo Dehoniana (DehonianaDocs)
  • Studia Dehoniana i Studia Varia

Strony z publikacjami sercanów

  • Ks. Zdzisław Huber SCJ (DehonWiki)
  • Ks. Leszek Poleszak SCJ

© Zgromadzenie Księży Najświętszego Serca Jezusowego (Księża Sercanie)