Dzieciństwo i lata szkolne
Studia i adwokatura
Lata seminaryjne
Dobry syn i kapłan
W
poszukiwaniu drogi powołania
Działalność duszpasterska
Założyciel zgromadzenia zakonnego
W
służbie katolickiej nauki społecznej
Całkowite oddanie
się Bożemu Sercu
Rozwój Zgromadzenia i budowa świątyni w Rzymie
Dla
Niego żyję i dla Niego umieram
Ojciec Leon Dehon, Francuz z pochodzenia,
założyciel Zgromadzenia Księży Najświętszego Serca Jezusowego, był
człowiekiem wykształconym, działaczem społecznym, autorem wielu rozpraw
i książek o tematyce społecznej, teologicznej i ascetycznej, w sposób
szczególny zaś krzewicielem miłości do Bożego Serca, szerzącym ideę
wynagrodzenia Sercu Bożemu za grzechy popełniane przez ludzkość oraz
niestrudzonym budowniczym Jego Królestwa w świecie.

Dzieciństwo i lata szkolne
Leon Dehon urodził się 14 marca 1843 roku w La
Capelle, małym francuskim miasteczku. Rodzice, Aleksander Julian Dehon i
Stefania z domu Vandelet, należeli do zamożnych ziemian. Zwłaszcza matka
Leona była kobietą tradycyjną, rozmiłowaną w zajęciach domowych,
zatroskaną o męża i dzieci. Ojciec natomiast był religijnie obojętnym,
jakkolwiek był człowiekiem dobrym, szlachetnym i uczciwym.
Gdy Leon odszedł do wieku szkolnego państwo
Dehonowie zadecydowali, by zapisać go do internatu w La Capelle. Leon
był uczniem pilnym. Atmosfera panująca w internacie nie miała jednak
najlepszego wpływu na chłopca., poza tym przez długi czas trapiła go
jeszcze choroba.
Przez trzy lata przygotowywał się do Pierwszej
Komunii, którą przyjął w czerwcu 1854 roku. Leon jeszcze jeden rok
pozostał w szkole w La Capelle, ale był dla niego rok trudny i na rok
następny Leon nie chciał wrócić do szkoły. Ojciec był tym przerażony.
Marzył ciągle o wykształceniu syna, o jego awansie społecznym, o
karierze naukowej lub sukcesach w administracji państwowej.
Ostatecznie Leon kontynuował naukę w kolegium w
Hazebrouck, prowadzonym przez pobożnych kapłanów z Flandrii. W kolegium
doznawał wielu łask, szczególnie podczas rekolekcji odprawianych co roku
przed rozpoczęciem nauki. W sierpniu 1859 roku szesnastoletni Leon
ukończył liceum klasyczne w kolegium w Hazebrouck i zdał egzamin
dojrzałości. Teraz zdecydował się na ujawnienie tajemnicy swego
powołania, chciał wstąpić do seminarium. Ojciec nie wyraził na to zgody.
Przeprawa z rodzicami była trudna i nieostatnia.
Przeszkody jakie stanęły przed Leonem nie wpłynęły
na radykalną zmianę jego nastawienia. Wręcz przeciwnie: przyszłe
wydarzenia, chociaż opóźnią święcenia kapłańskie Leona, ostatecznie
jednak przyczynią się do tego, że powołanie to stanie się jeszcze
dojrzalsze i bardziej odpowiedzialne, a owoce jego doskonalsze.

Studia i adwokatura
Na naradzie rodzinnej zadecydowano co do
przyszłości Leona, postanowiono wysłać go na politechnikę do Paryża.
Leon znalazł się w Paryżu, w środowisku bardzo odmiennym od
dotychczasowego. Matka ulegając mężowi zgodziła się na ten wyjazd, była
jednak zaniepokojona, lękając się o syna. Z wielką troską myślała o
swoim dziecku, zagubionym w obcym mieście. Obawiała się, by pobyt w
Paryżu nie stał się grobem dla jego wiary i ludzkiej godności.
Leon nie uległ zepsutej atmosferze Paryża. Związał
się z kościołem Świętego Sulpicjusza. Prawie codziennie uczestniczył we
Mszy św. Zapisał się do Studenckiego Kółka Katolickiego i do Konferencji
Św. Wincentego. W Paryżu Leon dzieł czas między kościół, szkołę, kółko i
swój pokój. W roku 1860 uzyskał licencjat z nauk ścisłych, ale zamiast
zapisać się na politechnikę, zapisał się na prawo. Uważał, że studia
prawnicze przydadzą mu się bardziej w kapłaństwie niż studia techniczne.
W czasie studiów, dwukrotnie udawał się do Anglii, by uczyć się języka.
W 1864 roku ukończył studia prawnicze w Paryżu i
uzyskał doktorat. Powrócił do domu rodzinnego zdecydowany, by ujawnić
wielkie problem swego kapłańskiego powołania. Ojciec robił wszystko, by
wpłynąć na zmianę jego decyzji. Godzi więc na podróż Leona, wraz ze swym
przyjacielem Palustre, miłośnikiem archeologii, do Ziemi Świętej, mając
nadzieję, że atrakcyjna podróż wpłynie na zmianę zamiarów syna.
Tymczasem Leon dopiero teraz przeżywał z całą świadomością sens swojej
decyzji.
Turysta i pielgrzym Turystyczna wyprawa w 1864
roku Leona z przyjacielem Palustre na Bliski Wschód zamieniła się w
pielgrzymkę, ponieważ dotarli aż do Ziemi Świętej. Cała podróż trwała 10
miesięcy, a jej szlak wiódł przez Szwajcarię, Włochy, Grecję, Turcję,
Egipt do Ziemi Świętej. W Jerozolimie Leon przeżył błogosławione dni
Wielkiego Tygodnia. Podróż tę zakończył Leon w Rzymie, a nie we Francji.
Ta nagła zmiana decyzji spowodowany była pielgrzymką do Ziemi Świętej.
Odwiedzenie Jerozolimy i świętych miejsc umocniło go w przekonaniu o
słuszności ostatecznego wyboru, którego już tak dawno dokonał.
Zetknięcie z Rzymem przeżył ze szczególnym wzruszeniem i uniesieniem.
W Rzymie przebywał Leon od 14 do 25 lipca 1865
roku. Zwiedzał zabytki i nawiedzał bazyliki, lecz sprawą leżącą mu
najbardziej na sercu był problem powołania. Największą pomoc w jego
rozwiązaniu stanowiła audiencja u Ojca Świętego, Piusa IX. Leon mówił o
swym powołaniu Papieżowi, a ten poradził mu, by wstąpił do Seminarium
Francuskiego w Rzymie. Rada ta była zgodna ze skłonnościami Leona.
Leon udał się do Seminarium Francuskiego. Osiągnął
cel swojej podróży - został przyjęty do seminarium. Pełen radości stanął
na pewnym gruncie. Mógł teraz wracać do Francji, aby o wszystkim
opowiedzieć zatroskanym o jego przyszłość rodzicom.

Lata seminaryjne
14 października 1865 roku Leon wyjechał z La
Capelle do Rzymu. Był to początek nowego etapu w jego życiu. Rodzice
żegnali go z żalem, rozłąka z synem wiele ich kosztowała. Sądzili, że
tracą go na zawsze.
Do Rzymu przybył Leon 27 października. Wkrótce
rozpoczął studia. Oddając się im bez reszty, nie zapomniał nigdy o pracy
nad kształtowaniem swojego charakteru, o przygotowaniu do święceń
kapłańskich. Już na początku tej drogi postawił sobie wyraźny program
działania: "Moim ideałem i treścią mojego życia ma pozostać na zawsze
nabożeństwo do Boskiego Serca, pokora, zjednoczenie z Nim, zgodność z
Jego wolą i trwanie w miłości. Pan Jezus mi to wskazał, ku temu mnie
ustawicznie prowadził, przygotowując w ten sposób do misji, do której
mnie przeznaczył w zamierzeniach swego Serca".
Biegły lata studiów filozofii i teologii, zbliżał
się moment święceń kapłańskich. Ojciec w swych listach nalegał na Leona,
aby odłożył przyjęcie święceń na czas późniejszy. Jeszcze miał
złudzenia, że się rozmyśli. Leon jednak wytrwale dążył do swego celu.
W grudniu 1869 roku otwarty został I Sobór
Watykański. Do obsługi soboru powołano zespół stenografów, do którego
wybrano 24 najzdolniejszych alumnów z seminariów rzymskich. Z Seminarium
Francuskiego wyznaczono czterech, wśród nich Leona Dehona. Praca to była
ogromna, przyniosła jednak Leonowi niewymierne korzyści. Sam napisał o
niej, że "Dotknąłem palcem życia Kościoła".

Dobry syn i kapłan
Przebywając w Rzymie, mimo nawału nauki i innych
zajęć, Leon nie zapomniał o rodzicach. Pisywał często listy, a
najbardziej cieszył się, gdy mógł spotkać się z nimi podczas wakacji.
Swymi listami pragnął zwłaszcza przygotować ojca do pełnej akceptacji
swego kapłańskiego powołania i pozyskać go do praktyk religijnych. Nie
była to jednak sprawa łatwa.
Podczas letnich wakacji w 1868 roku, spędzonych
jak zwykle w rodzinnym miasteczku. Leon prosił rodziców, by udali się
razem z nim do Rzymu. Zgodzili się na to i przyjechali do Wiecznego
miasta 2 listopada. Pobyt w Rzymie podziałał bardzo dobrze na ojca.
Nieustanne modlitwy matki i syna, zdawały się osiągać swój cel, ku
ogromnej ich radości. Rodzice zamierzali pozostać w Rzymie do lutego, a
Leon miał otrzymać święcenia kapłańskie w czerwcu. Przełożeni Seminarium
podsunęli Leonowi myśl, aby przyspieszyć święcenia kapłańskie, tak by
rodzice mogli w nich wziąć udział. Matka przyjęła tę propozycję z
wdzięcznością, ojciec wahaniem i zastrzeżeniami, później jednak wyraził
zgodę. Sprawę miała rozstrzygnąć audiencja u Ojca Świętego Piusa IX,
która doszła do skutku 15 listopada 1868 roku. Był to triumf łaski.
Papież udzielił zezwolenia na wcześniejsze przyjęcie święceń kapłańskich
przez Leona. Święcenia wyznaczono na 19 grudnia.
Święcenia kapłańskie otrzymał Leon w
majestatycznej bazylice Św. Jana na Lateranie ( 19.12.1868) . Święconych
było 200 kleryków zakonnych i diecezjalnych wszystkich narodowości.
Nazajutrz nowo wyświęcony kapłan odprawił pierwszą Mszę św. w kaplicy
seminaryjnej w otoczeniu najbliższych. Gdy ojciec wraz z matką zbliżyli
się do Komunii św., Leon nie mógł powstrzymać łez wzruszenia i
wdzięczności. Wakacje letnie spędził w La Capelle, gdzie odprawił swą
Mszę św. prymicyjną.
Po powrocie z wakacji, podczas których pomagał w
duszpasterstwie znajomym kapłanom, ks. Leon zabrał się z zapałem do
pracy. Piąty rok jego pobytu w Rzymie ( 1869-1870) był rokiem soboru.
Chociaż sobór pochłonął połowę jego czasu, stał się jednak okazją do
zdobycia bogatego doświadczenia, obfitował w niezapomniane przeżycia i
owocne kontakty z duchową elitą Kościoła.
Nazajutrz po zamknięciu soboru, dnia 19 lipca,
wybuchła wojna między Francją a Prusami. W atmosferze napięcia i
niepokoju biskupi wracali pospiesznie do domu. Ks. Dehon również wrócił
do Francji, do La Capelle, gdzie burmistrz powołał go do wojska, wbrew
istniejącemu prawu, zwalniającemu księży z tego obowiązku. Ks. Leon,
chcąc przysłużyć się ojczyźnie, zgłosił swojemu biskupowi gotowość-
przyjęcia nominacji na kapelana wojskowego. Oczekując na odpowiedź
spełniał gorliwie i owocnie posługę kapłańską wśród żołnierzy
stacjonujących w La Capelle.
Wolne chwile zapełniał pracą, przygotowując się do
doktoratu z prawa kanonicznego i z teologii. Kiedy 28 stycznia 1871 roku
zostało ogłoszone zawieszenie broni, zaczął planować powrót do Rzymu,
gdzie przybył w marcu. W czerwcu obronił doktorat z teologii. W lipcu
otrzymał doktorat z prawa kanonicznego. Potem powrócił do Francji do
pracy duszpasterskiej.
Przełożeni Seminarium Francuskiego w swych
dokumentach pozostawili notatkę dotyczącą młodego seminarzysty, Dehona:
Leon Dehon, z diecezji Soissons. - Wstąpił 25
października 1865 roku. - Opuścił seminarium 1 sierpnia 1871. -
Charakter: wyśmienity. Zdolności: ogromne. - Pobożność i regularność:
doskonałe... Był jedynym z naszych najlepszych alumnów pod każdym
wzglądem. Pobożność, skromność, powaga, regularność, synowska miłość dla
swoich nauczycieli, energiczne przykładanie się itd. Wszystko sprawiało,
że był nam drogi. Obiecuje wiele na przyszłość".

W poszukiwaniu drogi powołania
Dwudziestoośmioletni ks. Leon Dehon, były adwokat
trybunału paryskiego, posiadał cztery doktoraty: z prawa świeckiego, z
filozofii, teologii i prawa kanonicznego. Odznaczał się ogromną wiedzą,
znajomością ludzi i zagadnień społecznych.
Ojciec jego świadom nieprzeciętnych zdolności i
osobistych walorów Leona marzył ciągle, nawet po swoim nawróceniu z
okazji święceń, o wielkie karierze dla syna i wiele mówił o tym wśród
swoich najbliższych, Leon jednak stawiał wolę Bożą nad wszystko.
Wiedział bowiem, że myśli Pańskie nie są myślami ludzkimi, a drogi
ludzie nie są drogami Pańskimi. Bogu więc przedstawiał ks. Leon swoje
pragnienia, na kolanach szukając woli Bożej.
Od 1869 do 1871 roku nawiedzała go uparcie myśl
założenia w Rzymie zgromadzenia zakonnego, w którym obok trzech ślubów
składano by czwarty: krzewienia nauki Kościoła, nawet gdy nie jest
podawana jako dogmat. Silniej jednak jeszcze nurtowało go pragnienie
założenia wspólnoty oddanej studiom w duchu rzymskim i idei
zadośćuczynienia Najśw. Sercu Jezusa za grzechy ludzkości. Szukał wzorów
w różnych zgromadzeniach zakonnych, ale nie znajdował tego, czego
szukał. Było to poszukiwanie gorączkowe i mało cierpliwe, naznaczone
jednak rozsądkiem, za którym kryło się szukanie prawdziwej woli Bożej. W
końcu za poradą swego kierownika duchowego, odłożył ostateczną decyzję
do czasu wyraźniejszych znaków woli Bożej.
Dnia 3 października 1871 roku ks. Leon oddał się
do dyspozycji swego biskupa, który w listopadzie mianował go wikariuszem
parafii Saint-Quentin.

Działalność duszpasterska
Ks. Leon Dehon 7 listopada przyjechał do
Saint-Quentin i podjął tutaj obowiązki wikariusza. Parafia w
Saint-Quentin stanowiła środowisko całkowicie zeświecczone, zaniedbane
pod względem religijnym. Większość wiernych żyła na wzór pogan. Rzecz
jasna, że na to wszystko należało odpowiedzieć wielką gorliwością
duszpasterską i apostolskim zapałem - tych zaś Leonowi nie brakowało. W
pracy swej położył nacisk na duszpasterstwo sakramentalne jako
podstawowe i nie do zastąpienia. Bardzo szybko doszedł jednak do
wniosku, że brak jest w Saint-Quentin takich środków apostolstwa jak:
kolegium, domu zebrań dla robotników i gazety katolickiej. Był
przekonana, że bez kolegium nie wychowa się po katolicku młodzieży, bez
domu zebrań robotników nie pozyska się klasy robotniczej dla Chrystusa,
a bez gazety nie pociągnie się mas do Kościoła.
Podjął działanie i praca rozwijać się zaczęła
pomyślnie. Ks. Leon zajął się przede wszystkim młodzieżą, pragnąc jej
dać wychowanie w pełni chrześcijańskie. Otworzył dla niej Dom Opieki św.
Józefa, którym przez jakiś czas kierował osobiście. Gorliwość apostolska
i urok osobisty młodego wikariusza zyskiwały coraz więcej zwolenników i
sympatyków jego działalności. Zarówno przemysłowcy, inteligencja, jak i
osobistości urzędowe darzyli go sympatią i udzielali pomocy.
Przychylna atmosfera, otaczająca jego poczynania,
skłoniła ks. Dehona do podjęcia drugiego etapu swej działalności
apostolskiej: pracy duszpasterskiej w środowisku robotniczym. Na
początku pragnął za wszelką cenę stworzyć internat dla młodzieży,
bezdomnych robotników i czeladników. Potem począł brać udział w
Kongresach katolickich Kółek Robotniczych. W kazaniach ks. Leona coraz
więcej miejsca zajmowały sprawy społeczne, Poruszał kwestie
sprawiedliwego wynagrodzenia. Przypominał obowiązki i prawa robotników i
właścicieli, piętnował nadużycia pracodawców.
Ziarno rzucane w obfitości zaczęło wydawać plony.
Nie tylko wśród podopiecznych ks. Dehona, lecz w całym środowisku
robotniczym. Wzrastała frekwencja na Mszach św. i nabożeństwach. Coraz
więcej ludzi przystępowało do spowiedzi i Komunii św., korzystało z
kazań i katechizacji.
Ks. Dehon nabierał coraz większego przekonania że
Dom Opieki św. Józefa, Kółko Robotnicze i inne formy działalności,
choćby najlepiej zorganizowane i rozwijające się, nie przyniosą
pożądanego owocu, jeśli nie pozyska się dla nich właścicieli i
pracodawców. Stąd w roku 1876 zorganizował dla właścicieli zakładów
przemysłowych spotkania raz na dwa tygodnie. Ich rezultatem było
zniesienie pracy w niedziele i święta w niektórych fabrykach czy
warsztatach oraz poprawa warunków bytowych robotników. Oczywiście
starania o poprawę doli ludzi pracy były kroplą w morzu potrzeb. Ale ks.
Dehon w swej działalności nie ograniczył się do własnej parafii.
Podejmowanymi przez siebie inicjatywami chciał ogarnąć całą diecezję,
całą Francję.
Bierze więc udział w krajowych kongresach na
tematy społeczne i interesuje się wszelką działalnością tego typu. Przy
tym nie brakowało mu nigdy pomysłu i projektów. Przy pomocy osób
życzliwych, zaczął wydawać nowy dziennik katolicki.
Ks. Dehon czynił starania, by zagadnienia
społeczne zostały włączone do programu nauczania wyższych i niższych
seminariów i kolegiów. W roku 1874 założył Oratorium Diecezjalne w
Soissons. Chodziło mu o wciągnięcie kapłanów do indywidualnego i
wspólnego studiowania zagadnień społecznych.
Pochłonięty pracą duszpasterską, znany w diecezji
i w całej Francji jako działacz społeczny, ks. Dehon odwiedzając
klasztor w Chartreuse napisał w swych notatkach: "Ukochałem życie
Kartuzów z jego skromną celą, książkami i ogrodem. Życia takiego często
pragnąłem, ale Opatrzność zatrzymała mnie w życiu aktywnym, gdzie jest o
wiele mniej pewny zbawienia mojej duszy".

Założyciel zgromadzenia zakonnego
Ks. Leon Dehon, kanonik z Saint-Quentin, niezwykle
wrażliwy na wszystkie potrzeby duchowe parafii i diecezji, oddawał się
tej sprawie bez reszty, nie szczędząc sił i zdolności. Nie był jednak w
pełni w zgodzie z sobą. Od dawna drzemiący w jego duszy imperatyw
wewnętrzny, skłaniając go do życia zakonnego odzywał się z coraz większą
siłą. Bóg też powoływał ks. Dehona ku głębszemu życiu wewnętrznemu,
które zrealizować można było tylko w klasztornym odosobnieniu. Ks. Dehon
nie bał się pracy i nie zamierzał od niej uciekać. Nurtowała go jednak
potrzeba głębszego zjednoczenia z Bogiem.
W umyśle i sercu ks. Dehona, ogarniętym całkowicie
przez miłość, rodził się i przybierał konkretne kształty projekt nowego
zgromadzenia zakonnego kapłanów. Centralną ideą tego zgromadzenia miało
być podjęcie działania zmierzającego ku zadośćuczynieniu Sercu Jezusa za
grzechy popełnione przez ludzkość.
W duszy ks. Dehona, coraz bardziej bezradnego
wobec beznadziejnie ciężkiej sytuacji religijno-społecznej, z każdym
dniem dojrzewało osobiste powołanie zakonne. Chciał być zakonniiem, ale
nie mógł porzucić swoich prac w Saint-Quentin. Znalazł połowiczne
rozwiązanie. Powstała u niego myśl zaangażowania się w życie zakonne bez
zrywania więzów z miejscem dotychczasowej pracy. Jego biskup
zaproponował mu założenie kolegium w Saint-Quentin, które byłoby kolebką
i miejscem rozwoju przyszłego Zgromadzenia.
W roku 1877 kolegium zostało założone pod
wezwaniem Świętego Jana i tutaj, 28 czerwca 1878 roku ks. Leon Dehon
złożył swe pierwsze śluby zakonne. Tak spełniło się wielkie pragnienie
jego duszy.
Ojciec Dehon przez ponad 10 lat, z wielką
znajomością rzeczy i rozmachem, lecz nade wszystko z ogromną miłością
kierował Kolegium Świętego Jana, które stało się kolebką Zgromadzenia.
Uważał je za własne dzieło. Włożył weń bowiem wszystko, co miał
najlepszego i najdroższego, zarówno dobra materialne, jak i duchowe.
Ileż pochłonęło ono jego osobistych kapitałów, jak wiele zużyło sił i
zdrowia!
Zakładając nowe Zgromadzenie O. Dehon potrzebował
domu zakonnego dla swoich przyszłych synów. Największą w tym pomoc
okazały mu Siostry Służebnice, które w sierpniu 1878 r. zakupiły dom
znajdujący się w sąsiedztwie Kolegium Świętego Jana i chętnie odstąpiły
go na nowicjatu O. Dehonowi. Budynek ten, nazwany Domem Najśw. Serca,
stał się pierwszą siedzibą i domem macierzystym nowego Zgromadzenia.
Rok 1883 przyniósł próbę ciężką i bolesną, o
wszelkich znamionach katastrofy. Stolica Apostolska rozwiązała
Zgromadzenie. Jak do tego doszło? - Otóż w klimacie gorliwości i zapału,
tak charakterystycznego dla początków Zgromadzenia, O. Dehon korzystał w
swoich oficjalnych tekstach pisanych dla Zgromadzenia, także z
wypowiedzi siostry Marii Ignacji, Służebnicy Najśw. Serca, która
twierdziła, że obdarzona jest szczególnymi łaskami nadprzyrodzonymi.
Biskup Thibaudier, ordynariusz diecezji Soissons, mocno tym
zaniepokojony i zakłopotany, przesłał te pisma do Rzymu, proszą o
wyjaśnienie i wskazówki co do dalszego toku postępowania. Dnia 28
listopada 1883 roku Święte Oficjum wysłało odpowiedź stwierdzającą, że
pisma nadesłane do przestudiowania nie mogą być uważane za owoc
szczególnych objawień nadprzyrodzonych i dlatego Zgromadzenie Oblatów
Najśw. Serca, założone przez kanonika Dehona, należy rozwiązać.
Dekret o rozwiązaniu Zgromadzenie otrzymał O.
Dehon w uroczystość Niepokalanego Poczęcia N.M.P. Mimo dotkliwego
cierpienia i niewidzianego bólu nie wyrzekł ani jednego słowa
przenikniętego goryczą, niechęcią czy tłumaczeniem i nie uczynił ani
jednego gestu oburzenia. Przeciwnie, dał przykład heroizmu i bohaterstwa
stwierdzając po prostu: "A więc zbłądziłem".
O unicestwieniu Zgromadzenie nie mogło być jednak
mowy. Audiencja u papieża Leona XIII i w urzędach Stolicy Apostolskiej
wydała owoce. W nadzwyczaj krótkim czasie, po czterech miesiącach od
pierwszego, Święte Oficjum wydało drugi dekret 28 marca 1884 roku,
zezwalający na kontynuowanie dzieła, pod inną wprawdzie nazwą. Oblaci
Najświętszego Serca przemianowani zostali na Księży Najświętszego Serca.
Zgromadzenie Księży Najśw. Serca było więc dziełem miłości i ducha
wynagrodzenia. Towarzyszyło mu błogosławieństwo Boże znaczone krzyżem i
cierpieniem.
Z woli Stolicy Apostolskiej wspólnota weszła teraz
na nową drogę. Miała odnowić się nie tylko w swej wewnętrznej treści,
lecz także w działalności zewnętrznej.
Powstawały nowe domy Zgromadzenia, a atmosfera
gorliwości, zapału i wzajemnego zrozumienia panowała w całej tej
pierwszej, niewielkiej wspólnocie. Rozwijające się Zgromadzenie miało
liczne i wielostronne osiągnięcia. Jego prace dawały dobre gwarancje na
przyszłość, Odbierało też coraz więcej pochwał i dowodów uznania od
różnych osobistości.
Stolica Apostolska w dniu 25 lutego 1888 r. wydała
tzw. Dekret pochwalny Zgromadzeniu. O. Dehon osobiście podziękował Ojcu
Świętemu Leonowi XIII za wyrażone w dekrecie uznanie i poparcie.
Wstrząsy ostatnich lat, dające asumpt do nowych przemyśleń i poszukiwań,
wydały owoce, wysoko oceniane dekretem pochwalnym z 1888 r. Przyczyniły
się do sprecyzowania i pogłębienia charakterystycznych, podstawowych
cech Zgromadzenia, dotyczących zarówno życia wewnętrznego jak i
apostolstwa.
Jego duchowy charakter kształtował się w oparciu o
inspirację ewangeliczną oraz szczególną łaskę, charyzmat, którym
obdarzony został O. Dehon i który stał się w pewien sposób dziedzictwem
jego synów, a zarazem wspólną treścią ich wewnętrznego i apostolskiego
życia.

W służbie katolickiej nauki społecznej
W dziesięcioleciu, które nastąpiło po założeniu
Zgromadzenia ( 1878-1888) , O. Dehon był bardzo pochłonięty prowadzeniem
Kolegium Św. Jana oraz kierowaniem nowej rodziny zakonnej. Dlatego tak
znaczna wcześniej jego obecność w chrześcijańskich ruchach społecznych
wyraźnie zmalała. Po uzyskaniu jednak zatwierdzenia Zgromadzenia w roku
1888 przez dekret pochwalny Stolicy Apostolskiej wzmogła się znowu jego
działalność na tym polu.
Dodatkowym do niej bodźcem stała się audiencja u
papieża Leona XIII, w dniu 6 września 1888 r., który skierował do O.
Dehona słowa: "Wiem, że czynicie wiele dobra. Wasz cel jest bardzo
piękny. Wynagrodzenie jest rzeczywiście konieczne. Głoście moje
encykliki".
Papież Leon XIII wielekroć poruszał problemy
społeczne, wypowiadając się na różne szczegółowe tematy. Najsławniejszym
jednak ze wszystkich dokumentów papieskich była encyklika "Rerum
Novarum" ogłoszona 15 maja 1891 r. Wpływ encykliki na chrześcijański
ruch społeczny był ogromny. Dla O. Dehona była ona potwierdzeniem tych
zasad, którymi się kierował od dwudziestu lat, zawierała wskazania,
które od dawna usiłował realizować w pracy duszpasterskiej i społecznej.
Kiedy w 1893 roku został powołany na
przewodniczącego Diecezjalnej Komisji Dzieł Społecznych, zaproponował
jako pierwszy punkt programu opracowania podręcznika z jasnym
przedstawieniem społecznego nauczania Kościoła. Pod jego kierownictwem
opracowano "Chrześcijański Podręcznik Społeczny". Został on
przetłumaczony na język hiszpański, włoski, węgierski i arabski.
Ojciec Dehon jest także autorem wielu innych prac
na tematy społeczne, do najważniejszych należą: "Papieskie wskazania
polityczne i społeczne" Paryż 1897, Katechizm społeczny, Paryż 1898 i
inne. Na tematy społeczne wypowiadał się ks. Dehon także w konferencjach
wygłoszonych w Rzymie w latach 1897-1900, które ukazały się drukiem jako
"Społeczna odnowa chrześcijańska", Paryż 1900.
Ojciec Dehon, pomny na życzenie Leona XIII
skierowane doń podczas audiencji: "Głoście moje encykliki", był
niestrudzonym propagatorem społecznej nauki Kościoła, sformułowanej
przez tego wielkie papieża. Ujmował ją jednak w szerszym kontekście,
uwzględniając chrześcijańskie orędzie zbawiania i powszechnego
wyzwolenia.
Na łamach pierwszego numeru z 1898 roku pisemka po
znamiennym tytułem "Królestwo Serca Jezusowego w duszach i
społeczeństwach" O. Dehon wyjaśniał swoją ideę, ukazując charakter
Królestwa Serca Jezusowego. Królestwo odnawiające prawdziwego ducha
Ewangelii, ducha sprawiedliwości i miłości ducha bezinteresowności,
tłumiące ducha nienawiści, jednoczący klasy społeczne w realizacji
sprawiedliwości i wzajemnej życzliwości. Wszystkie swoje siły poświęca
Ojciec Dehon budowie tego Królestwa i jemu podporządkowuje całą
działalność społeczną i polityczną. Chrystusa wyrugowanego z życia
jednostek i rodzin, z polityki i i ekonomii pragnie na nowo tam
wprowadzić z Jego darami: łaski i miłości, sprawiedliwości i pokoju.
Świadom, że czynnikiem decydującym szybkiej
realizacji tego programu są kapłani, O. Dehon uczestniczy czynnie w
spotkaniach i kongresach duchowieństwa, wygłasza odczyty, których celem
jest zapoznanie ich z katolicką nauką społeczną i uczynienie ich jej
żarliwymi apostołami. Świadom tragicznego stanu duszpasterstwa
francuskiego O. Dehon podejmuje żarliwie program papieża Leona XIII,
rzucony w haśle: "Trzeba iść do ludu".

Całkowite
oddanie się Bożemu Sercu
W życiu Ojca Dehona nie brakowało doświadczeń. Gdy
przeminęły burze nad założonym Zgromadzeniem, nadeszły inne ciosy,
niespodziewane i dotkliwsze. Wiosną 1889 r. został zmuszony do
rezygnacji z kierownictwa Kolegium Świętego Jana na rzecz diecezjalnego
dyrektora. Ograniczono również jego władzę jako przełożonego generalnego
Zgromadzenia, w związku ze zmianą biskupa diecezji Soissons. Wielkie
było cierpienie Ojca Dehona, lecz jeszcze większa pokorna uległość i
posłuszeństwo w duchu wiary. Zdarzało się często w jego życiu, że
krzyże, przyjęte z wiarą i miłością stawały się nie tylko obfitym
źródłem nowych łask wewnętrznych, lecz także prowadziły do osiągnięć
powszechnie dostrzegalnych.
I teraz częściowe ograniczenie odpowiedzialnych
zajęć, wiążących go w Saint-Quentin, pozwoliło mu w latach 1890-1900 z
całą energią oddać się pracy w ruchu społeczno-chrześcijańskim. Na lata
1895-1910 przypada okres jego wzmożonej działalności pisarskiej.
Tymczasem sytuacja polityczna Francji pogarszała
się z dnia na dzień, stwarzając coraz większe zagrożenie dla Kościoła i
duchowieństwa. Na przełomie XIX i XX wieku kolejne rządy wszczynały
antyklerykalne kampanie w wyniku których w końcu zakonnicy musieli
opuścić szkoły i wyjechać za granicę. O. Dehon będąc prawnikiem, bronił
się wszelkimi dostępnymi środkami i uzyskał zezwolenie pozostania,
musiał jednak sprzedać trzy domy.
Cierpienia związane z prześladowaniami przyniosły
nieprzewidziane owoce, stały się posiewem, z którego wyrosły liczne
fundacje Zgromadzenia w różnych krajach. Powstały nowe placówki w
Belgii, we Włoszech, w Stanach Zjednoczonych i w Kanadzie, gdzie
wyrzuceni zakonnicy szukali schronienia.
Przyszła jeszcze jedna próba, była nią zawierucha
wojenna w 1914 roku. Wojna uwięziła go w Saint-Quentin przez trzy lata.
Do utrapień wojny dołączyła się inna okoliczność, O. Dehon odczuwał
coraz mocniejsze cierpienia fizyczne, powiększone przez starość, miał
już wtedy 71 lat. O. Dehon umie wyciągnąć pożytki wynikające z tych
wszystkich okoliczności. Jeżeli Opatrzność Boża dopuściła do wybuchu
wojny, to być może po to, by stała się ona dla wielu ludzi wezwaniem do
nawrócenia i do poprawy życia.
Wielką troską O. Dehona podczas tych trudnych lat
był los jego Zgromadzenia: ile powołań zmarnuje się na skutek wojny, ile
dzieł upadnie, ile domów zakonnych obciąży się długami. Podczas tych
ciężkich dni wojennych rygorów i ograniczeń, jednak w klimacie
wewnętrznego skupienia i modlitwy, napisał swój duchowy Testament dla
Zgromadzenia. Testament ten, pochodzący z 1914 roku, został dołączony do
Dyrektorium Zgromadzenia, które też było dziełem O. Dehona.
Na wiosnę 1917 roku Saint-Quentin musiało być
ewakuowane. O. Dehon wyjechał na wygnanie. Mimo swych 74 lat, z
plecakiem udał się dworzec, skąd w wagonie towarowym, stojąc prawie
podczas całej podróży, przybył do Enghien, Gdy wysiadł z pociągu, już
ledwie trzymał się na nogach. W kwietniu tegoż roku doświadczył kilku
dni choroby i gorączki. Był serdecznie goszczony u Ojców Jezuitów.
Ucieszył się, gdy uzyskał pozwolenie na udanie się do Brukseli. Przybył
tam 19 kwietnia. Niestety czekała nań smutna wiadomość: domy w
Saint-Quentin i w Fayet zostały podczas działań frontowych całkowicie
zniszczone.

Rozwój Zgromadzenia i budowa świątyni w
Rzymie
Pragnienie budowania na ziemi Królestwa Bożego
Serca rozpierało apostolską duszę O. Dehona. Chciał być misjonarzem,
prorokiem, roznoszącym ogień miłości i pokoju po całym świecie. Nie
mogąc osobiście wyjechać na misje, wysyłał innych. Już w 1887 roku
pierwsi dwaj misjonarze wyjechali do Ekwadoru. W 1893 roku posyła
pierwszą grupę współbraci do Brazylii południowej, a w 1897 przeżywa
ogromną radość, gdy może pożegnać dwóch misjonarzy, ks. Grisona i Luxa,
zmierzających do Konga, dzisiejszego Zairu. Ks. Gabriel Grison zostanie
pierwszym biskupem Zgromadzenia i wikariuszem apostolskim w
Stanleyville, dziś Kisangani.
Biskup Gabriel Grison, mając 81 lat życia, zmarł
na posterunku swojej pracy misyjnej w Kongo 13 lutego 1942 roku i
spoczywa na tamtejszym cmentarzu w misji Saint-Gabriel. Spoczywają tam
również zwłoki męczenników, 29 misjonarzy sercanów z biskupem
Witebolsem, którzy w dniach 25, 26 i 27 listopada 1964 roku oddali życie
za wiarę. Cmentarz ten nawiedził papież Jan Paweł II z okazji swojej
wizyty w Zairze 5 maja 1980 roku i od grobu męczenników skierował do
wszystkich misjonarzy świata apel o jedność, cierpliwość i męstwo.
Wkrótce przyszła kolej na osiedlenie się
Zgromadzenia w Finlandii w 1907 roku, w Kamerunie w 1911 roku, w
Republice Południowej Afryki w 1927 roku i na Sumatrze, w Indonezji w
1923 roku.
Ta szybka ekspansja Zgromadzenia na różne
kontynenty była możliwa dzięki napływowi nowych i licznych powołań
zakonnych, rekrutujących się z wielu małych seminariów prowadzonych
przez Księży Sercanów, w których skutecznie rozbudzano i pielęgnowano
powołania kapłańskie i misyjne.
Dehon mimo dużych sukcesów, będących następstwem
jego gigantycznej pracy, mimo wzniesienia licznych domów, kaplic i
kościołów na cześć Bożego Serca, nie spoczął na laurach. Do pełnego
szczęścia brakowało mu jeszcze jednego - świątyni wzniesionej
Chrystusowi Królowi pokoju i miłości w centrum chrześcijaństwa - w
Rzymie.
Wzniesienie świątyni-pomnika miało być dla niego
ukoronowaniem tej krucjaty, jaką prowadził przez całe życie na rzecz
królowania Bożego Serca. "Intronizuje się wszędzie - pisał wtedy - Boże
Serce w rodzinach. Mogłem Je intronizować w bazylice Świętego Piotra
nowym ołtarzem z mozaiką Serca Jezusowego. Spędzę resztę mojego życia,
przygotowując intronizację w Jego bazylice królewskiej w Rzymie. Stanie
ona w pobliżu mostu Milvio: zatrzepocze nowy sztandar tam, gdzie stary
się objawił". Ten stary sztandar był krzyżem. Objawił się cesarzowi
Konstyntynowi prze moście milwijskim. Cesarz usłyszał wówczas słowa: "In
hoc signo vinces - W tym znaku zwyciężysz". Tym nowym sztandare będzie
Najświętsze Serce Zbawiciela, Króla miłości i pokoju.
Dehon natychmiast zabrał się do roboty. Już w
grudniu 1919 roku O. Dehon uważa, że jego projekt wzniesienia kościoła
Najśw. Serca Króla Pokoju w Rzymie przybiera realne kształty, mimo
najróżniejszych przeszkód. Ojciec Święty był przychylny O. Dehonowi i
bardzo liczył na powodzenie jego planu. Wyznaczony został dzień na
położenie kamienia węgielnego: 18 maja 1920 roku. Bazylika została
wybudowana w kilku latach.
W roku 1980 świątynia Bożego Serca Chrystusa Króla
w Rzymie, która otrzymała tytuł bazyliki mniejszej, przeżyła niezwykłą
uroczystość. 18 maja tegoż roku, Ojciec Święty Jan Paweł II obchodził w
niej jubileusz 60. Rocznicy urodzin. Był to podwójny jubileusz
zaszczycony obecnością polskiego Papieża: urodził się on bowiem w tym
samym dniu, w którym w Rzymie odbywało się uroczyste poświęcenie
kamienia węgielnego pod ten kościół. Z tej okazji w wygłoszonej homilii
papież powiedział: "Dziś przypada sześćdziesiąta rocznica położenia
kamienia węgielnego pod tę świątynię. W tym odległym dniu 18 maja 1920
roku był także obecny Sługa Boży o. Leon Dehon, Założyciel Księży
Najświętszego Serca Jezusowego, którzy w tych sześćdziesięciu latach
spełniali z wielkim zaangażowaniem i wielkim skutkiem swe apostolstwo w
tej parafii, której kościół o współczesnym wystroju architektonicznym
jest poświęcony Najświętszemu Sercu Chrystusa Króla Pokoju".

Dla Niego żyję i dla Niego umieram
Wielkie marzenie O. Dehona ziściło się: kamień
węgielny pod wotywną świątynię pokoju Chrystusa Króla został położony w
Rzymie. Cieszyłby się bardzo i byłoby to ukoronowaniem jego całego
życia, gdyby na własne oczy mógł zobaczyć ukończoną budowlę i być na jej
poświęceniu. Ale marzenie to nie miało się jednak ziścić.
Pracował do ostatnich chwil dla tego wielkiego
przedsięwzięcia, ale zdawał sobie coraz bardziej sprawę z faktu, że sił
i zdrowia ubywało z każdym dniem. Daje temu świadectwo jego
współpracownik i następca na urzędzie generała, ks. Philippe: "O. Dehon
zmarł na posterunku i w całkowitym spokoju. Do ostatka był dzielny. Na
jego stoliku, przy którym pracował, w dzień śmierci znaleziono jeszcze
listy dotyczące kwesty, które przygotowywał codziennie bardzo
systematycznie, w czasie między rozmyślaniem a mszą, którą od lat
celebrował o godz. 7.00 w kaplicy w Brukseli".
Można powiedzieć, że do końca wykonywał wszystkie
swoje obowiązki kapłana, zakonnika i przełożonego Zgromadzenia. Jego
starość, przeżywana w domu generalnym w Brukseli, nie była z pewnością
tym, co można by nazwać spokojnym wypoczynkiem. Niestrudzony staruszek
nigdy nie zaznał beztroskiego odpoczynku. Był ciągle zajęty i
zapracowany.
Do końca pracował niestrudzenie nad budową
świątyni wotywnej w Rzymie. Ślęczał godzinami nad korespondencją,
przygotowywał tysiące listów, które codziennie osobiście zanosił na
pocztę. Wierny złożonemu ślubowi całopalnej ofiary spalał się do końca
na ołtarzu pracy i oddania dla dzieła i ideału swego życia.
Rok 1925 rozpoczął serię cierpień upadkiem
zakończonym zwichnięciem nogi. Trapiło go ogólne osłabienie i nużąca
ciągła ospałość.
W lipcu i sierpniu 1925 roku Bruksela została
nawiedzona przez epidemię gastroeniteritalną, atakującą przewód
pokarmowy. Po kilku dniach złożyła ona również O. Dehona. We wtorek, 4
sierpnia, po odprawieniu mszy o godzinie siódmej poczuł się niedobrze i
musiał się położyć. Stan jego nie budził niepokoju: stan organizmu był
na tyle silny, że lekarze nie przewidywali pogorszenia, lecz przeciwnie,
rychły powrót do zdrowia.
Mimo optymistycznych prognoz lekarzy, w nocy z 9
na 10 sierpnia, czyli z niedzieli na poniedziałek, nastąpiło
pogorszenie: miał miejsce nowy atak, któremu towarzyszyło poważne
osłabienie serca. Nazajutrz rano ks. Philippe powiadomił chorego, że
lekarze przewidują pogorszenie i zaproponował mu przyjęcie sakramentu
chorych. Zgodził się z radością.
Podczas całego życie miał zwyczaj przyjmowania
cierpień jako odpowiedzi udzielonej przez Boga na jego ślub żertwy. Na
łożu śmierci miał znieść wiele cierpień fizycznych i utrapień moralnych.
Cierpiał od rana do wieczora i od wieczora do rana. Szczególne
cierpienia moralne trapiły go wielce.
Zachował jasność umysłu do końca. W środę rano od
godziny dziesiątej ataki serca były częstsze i zwiastowały rychły
koniec. "Cierpię" - powiedział chory i ręką wskazał na serce.
Przed południem zaczęła się agonia. Kilka minut
przed zgonem ks. Philippe, jego asystent, poprosił umierającego o
ostatnie błogosławieństwo, zwłaszcza w intencji pomnażania powołań, po
czym zasugerował, by ofiarował swoje życie i swoje cierpienia. Chory
potwierdził, odpowiadając wyraźnie "Tak! Tak! Tak!", kilkakrotnie to
powtarzając i robiąc po raz ostatni znak krzyża ojcowską ręką ponad
obecnymi.
Tuż przed śmiercią Ojciec Założyciel wyciągnął
rękę ku obrazowi Najświętszego Serca i podnosząc głos wypowiedział
ostatnie słowa na tej ziemi: "Dla Niego żyję i dla Niego umieram!".
( tekst opracowano na podstawie: Ks. Stanisław
Sidełko SCJ, O. Leon Jan Dehon, Założyciel Zgromadzenia Księży
Najświętszego Serca Jezusowego 1843-1925, Kraków 1988, z archiwum
Prowincji)